﻿<title_newspaper=”Trybuna Ludu”> 
<title_article=”Główny trakt i boczne ścieżki”> 
<author_1=”Irena Merz”>
<author_2=””> 
<language=”pl”> 
<style=”press”>
<year="1954">
<month="7">
<date=”1954-07-07”>
<period=”d”>
<status=”1_obieg”>
<support=”paper”>
Nasz film dokumentarny wykazuje ostatnio przede wszystkim niezdrowe tendencje do zasklepiania się zarówno w wąskim kręgu tematycznym, jak i w ograniczonym kręgu form. 
Tematycznie zbyt rzadko wykracza on poza ważne skądinąd sprawy ciężkiego przemysłu i i budownictwa. Szczególnie rzadko zaś zagląda pomiędzy wiejskie opłotki. Brak nam — dotkliwie brak — dobrych dokumentarnych filmów z życia naszej wsi, która przechodzi teraz przez wielkie, niepowtarzalne rewolucyjne przemiany. Jest to poważny grzech naszej twórczości dokumentarnej. Kraj czeka na te filmy. Domaga się ich życie.
Ale nie tylko wieś jest tu poszkodowana. W pracy filmu dokumentarnego leżą odłogiem i inne dziedziny naszego tak bogatego życia. Tym samym już w zakresie tematyki z nie spełnia on podstawowego obowiązku — dokumentowania swoich czasów. 
Wśród form i rodzajów uprawianych przez nasz film dokumentarny, brak jest przede wszystkim krótkiego reportażu. A przecież reportaż filmowy to główny i podstawowy nurt twórczości dokumentarnej. Ucieczka twórców - dokumentarzystów od filmu-reportażu, od filmu-sprawozdania, ucieczka od — nazwijmy to — artystycznej informacji, jest zejściem z głównej drogi na boczne ścieżki. Może i malownicze, często pociągające urokiem nowości, może nawet 
potrzebne, ale tylko pod warunkiem, że główny trakt nie będzie zarastać chwastami. I tylko w klimacie lekceważenia reportażu mogła powstać sytuacja, gdy nie gromadzi się w archiwum wyczerpującej dokumentacji najważniejszych aktualnych wydarzeń, co z kolei musi odbić się (i już się odbija) na filmach.
Co przeszkadza naszemu filmowi dokumentarnemu w marszu głównym szlakiem po szerokiej drodze operatywnego reportażu? Dlaczego nie korzysta on szerzej z cennych doświadczeń Polskiej Kroniki Filmowej, która zdobyła zasłużone uznanie i sympatię widzów właśnie swoimi szybkimi, krótkimi, urozmaiconymi i nierzadko dowcipnymi reportażami z rożnych dziedzin życia? Dlaczego nie stara się doświadczeń tych rozwijać w krótkometrażowych filmach? Co powoduje, że mało mamy filmów-reportaży w ogóle, a jeszcze mniej dobrych, interesujących, oryginalnych, żywych reportaży filmowych w rodzaju „Kolejarskiego słowa” czy „Byliśmy w Bukareszcie”? 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
